2011
2
May

Zdumiewa ilość specyficznych kodów i wręcz tajemnej wiedzy, która zawarta jest na tych prostokątnych kartonikach.

Wizytówka jest osobliwym stykiem pragmatyzmu, tradycji i przyzwyczajeń, upodobań, savoir-vivre’u i etykiety. Rodzi to mnóstwo wątpliwości, a ponieważ posiada się wizytówki własne i kolekcjonuje cudze – dyskusje o nich mogą bywać zgoła namiętne.



Przez kilkadziesiąt lat w PRL-owskiej, przaśnej rzeczywistości wizytówki zastrzeżone były dla partyjnych notabli, bardzo ważnych urzędników i dyrektorów bardzo ważnych fabryk. Nie wręczano już wizytówki odźwiernemu, spotkań w interesach nie było. Szlachetnie urodzeni odeszli w przeszłość lub w najlepszym razie nosili zarękawki, a obyczaje – w tym te obowiązujące w interesach – zeszły na psy. Nikt więc nie mógł dać świadectwa, jak to z tymi wizytówkami jest, jakie są ich rodzaje i na jakie okazje są przeznaczone. Ten mały kartonik przestał być potrzebny, a posiadacz wizytówki był w PRL-u osobnikiem z lekka podejrzanym i niepewnym klasowo. Jednym słowem mieliśmy w Polsce obyczajową, w tym „wizytówkową” przerwę. Osamotniony ambasador Edward Pietkiewicz u schyłku swego życia oświecał publiczność, przeczuwając, iż wróci normalność i klimat dla etykiety i dobrego wychowania.

Kartonikowa elegancja

Prostota i praktyczność jest cechą elegancji, dotyczy to również wizytówek. Rodzaj druku i czcionka musza być proste i łatwe do odczytania. Wielkość liter powinna być możliwie najmniejsza, przy zachowaniu czytelności. Należy wystrzegać się ozdobnych czcionek, od których nadmiaru pęka każdy komputer. Tak zwana „fikuśna” czcionka przynosi ujmę prostocie i elegancji i jej użycie nadzwyczaj rzadko ma sens. Unikanie dużych liter (majuskuły lub wersalików) w pisaniu personaliów i adresowaniu kopert wzięło się stąd, że dawno temu nieoświeconym prostaczkom łatwiej było stawiać drukowane kulfony, wszak nie uczono ich kaligrafii. To jest drobiazg, zresztą dyskusyjny, bo dużo jest przykładów stosowania na wizytówkach „drukowanych” liter, na przykład na dyplomatycznych, jako że wersaliki są pamiątką po rzymskiej antykwie. Generalnie uważa się, że wielkie litery „krzyczą” (tak przyjęło się to np. wśród internautów), a ponieważ niegrzecznie jest krzyczeć na kogokolwiek, używajmy do zapisu imienia i nazwiska minuskuły, czyli małych liter. Ma ona dość krótką historię, powstała dopiero w średniowieczu jako ułatwienie w przepisywaniu ksiąg i dla oszczędności miejsca, a upowszechniła się po wynalezieniu druku.

Einstein Albert, Chrobry Bolesław…

Wręcz kompromitujące jest umieszczanie imienia za nazwiskiem. Gdy widzę to, czy też – jakże często! – słyszę, cierpnie mi skóra. Podam wymyślone ad hoc przykłady, dzieląc się z lekką może przesadą moim cierpieniem: Chopin Fryderyk, Kopernik Mikołaj, Einstein Albert, Chrobry Bolesław… – oto jak leniwi urzędnicy, ułatwiając sobie sporządzanie alfabetycznych spisów, wpływają na polszczyznę, niestety – skutecznie.
Kompozycja nadruków na wizytówkach powinna być ujednolicona i zgodna z normami obowiązującymi w danej firmie, urzędzie czy organizacji. Każdy projekt logo powinien być zaopatrzony w opis standaryzacyjny, czyli w instrukcję stosowania, która między innymi ustala jak komponować na danym formacie elementy takie jak logo, stopka adresowa i inne dane, etc. Jest to główna cecha systemu tożsamości wizualnej, bo kompozycja musi być jednolita dla wszystkich elementów identyfikacji, w tym dla wizytówek.

Tajemne kody etykiety

Do niedawna obowiązkowe było zamawianie wizytówek wraz ze specjalnymi do nich kopertami. Ale bez wątpienia przesyłanie wizytówek zwykłą pocztą w dobie sms-ów i poczty elektronicznej jest anachronizmem. Podobnie wątpliwe jest to, czy stosowany jest jeszcze zwyczaj zaginania lewego narożnika wizytówki. Kiedy ktoś pojawia się bez zapowiedzi i ku swojej żałości musi odejść z kwitkiem, powinien zostawić swoją wizytówkę z takim właśnie zagięciem. Dla absolutnej poprawności, notatka na wizytówce powinna być robiona na jej awersie, w 3 osobie liczby pojedynczej (np. „składa podziękowania”), lub w formie bezosobowej (np. „z prośbą o pilny kontakt”). Notatka musi być napisana odręcznie i bez podpisu. Gdy zaś pisze się w pierwszej osobie, należy skreślić wydrukowane nazwisko i złożyć odręczny podpis. Z braku miejsca notatkę można kontynuować na odwrocie. Do takich jednak celów wyodrębniły się specjalne karty korespondencyjne, tzw. druki grzecznościowe typu „with compliments”, stosowane w większych korporacjach. Do notatek zalicza się również skrótowe dopiski, które wywodzą się z języka francuskiego, a umieszcza się je w lewym dolnym rogu wizytówki. Stanowią zwyczajowy kod, który zdaje się pozostawać w użyciu już jedynie w dyplomacji. Na przykład skrót „p.c.” oznacza kondolencje, „p.f.” – gratulacje, „”p.p.” – przedstawianie się, „p.r.” – podziękowania, itd. Na niektóre z nich powinno się odpowiadać natychmiast, na inne wcale. Skoro o kodach „tajemnych” mowa: w użyciu pozostaje ważny skrót „RSVP” stosowany na różnego rodzaju zaproszeniach. Oznacza on prośbę o potwierdzenie przybycia, i dobrze jest go zauważyć, zrozumieć znaczenie i odpowiednio zareagować.

Rozmiar ma znaczenie

Również rozmiar wizytówki ma spore znaczenie, stanowiąc swoisty kod. Trudno tu o konkretne normy, ale najpowszechniej używana wizytówka tzw. biznesowa czy firmowa przyjmuje format zbliżony do karty kredytowej, tj. 54 x 86 mm (często do 90 mm). Niemniej, oddając sprawę w ręce – z całym szacunkiem – drukarzy, lub co gorsza grafików amatorów, możemy mieć niestety pewność, że nasz bilet wizytowy będzie wydrukowany w niefrasobliwym formacie. Pomijając już to, że ktoś znający bon-tone może ocenić nas niezbyt pochlebnie, tozabraknie miejsca na logo, trudno będzie zakomponować niezbędne informacje, na przykład rozbudowane dziś dane tele-adresowe, stanowisko służbowe pod nazwiskiem, prawną nazwę firmy, itd.
Na wizytówkach spoczywa spora odpowiedzialność, więc – tak jak w przypadku szytego na miarę ubrania – należy unikać amatorów.

Xawery Iksiński, w podróży

Odrębną kategorię, która zdaje się odchodzić w przeszłość, stanowią wizytówki prywatne. Na nich umieszcza się w środku imię i nazwisko (nigdy odwrotnie!), u dołu po lewej stronie adres, a numer telefonu po prawej. Ciekawostką już dziś jest różnicowanie formatu prywatnych wizytówek dla pań (75 x 55 mm) i panów (50 x 90 mm), lub wspólnych (60 x 90 mm) – gdzie imiona małżonków umieszczano wyżej, a wspólne nazwisko symetrycznie pod spodem, wszystko pisane kursywą. Istnieją też różnice regionalne, inne nieco rozmiary nadają wizytówkom Francuzi, czy Amerykanie. Francuzi mają też w zwyczaju wręczać wizytówki pod koniec spotkania, czyli inaczej, niż wszędzie indziej. Na Bliskim Wschodzie i w Azji rozpowszechnione są wizytówki ozdobne niczym minarety Damaszku, drukowane z iście orientalnym przepychem. Często mają złocone krawędzie, zaokrąglone narożniki i są drukowane na wymyślnych gatunkach papieru. Dodam, że z powodu „robaczków” bywają u nas trudne do przeczytania.
Wracając do naszego kręgu kulturowego: jak wiele ciekawostek wiąże się z instytucją wizytówki!. Ozdobą towarzystwa, istnym bon-vivant musiał być posiadacz takiej: „Xawery Iksiński, w podróży”. Dla odmiany nastroju, pan ambasador winien mieć wizytówkę znacznie większą, choć równie lapidarną, na której obok imienia, nazwiska i stanowiska widnieje adres ograniczony tylko do nazwy stolicy państwa, w której rezyduje. Podobnie, na wizytówkach osób pełniących najwyższe w hierarchii służbowej stanowiska forma stopki adresowej powinna być możliwie krótka i zawierać jedynie podstawowe dane. Szczegóły takie, jak numery wszelkich telefonów, faksów, kont, danych rejestrowych itd. powinny być w tym przypadku pominięte i pozostawione innym, pomniejszym osobom. W mojej praktyce często zdarza się projektować specjalne pakiety druków prestiżowych, czyli papeterię zawierającą imienny blankiet listowy, takąż kartę korespondencyjną, wizytówkę i koperty. Od pozostałych odróżniają się przede wszystkim szczególną elegancją, wysmakowanym gatunkiem papieru, ale często też tłoczonym logo, znakiem wodnym, itp. Oczywiście, przy wszelkich różnicach, elementy te nadal muszą być spójne z całym systemem identyfikacji.

Logo z hrabiowską koroną

Inną ciekawostką były wizytówki szlachetnie urodzonych. Im mniej błękitna krew, tym więcej zawierały panegirycznych informacji o godnościach i sprawowanych urzędach. W latach międzywojennych z mocy prawa przestano używać oficjalnie tytułów szlacheckich. Na wizytówkach z tamtego okresu spotyka się często umieszczoną nad nazwiskiem tzw. koronę rangową. Na przykład korona dziewięciopałkowa oznaczała, że jegomość wręczający taką wizytówkę ma tytuł hrabiowski. Rozpowszechnione było również ozdabianie personaliów herbem rodowym, choć byłoby to dzisiaj co najmniej pretensjonalne. Podobnie jest z tytułami naukowymi, które są często nadużywane z chełpliwym podtekstem. Wydaje się godne polecenia ograniczenie się do tytułów doktora i profesora doktora, z wyjątkiem sytuacji, gdzie podanie tytułu w pełnym brzmieniu jest uzasadnione względami praktycznymi. Tak jest w branży naukowej, medycznej, technicznej, a także w przypadku przynależnych nazwisku stopni wojskowych i tytułów hierarchii kościelnej.

Biznes i wizytówka

Wizytówki biznesowe też mają swoją historyczną specyfikę. Reklamy prasowe mniejszych firm były częstokroć kopiami wizytówek firmowych. Dzisiejszą normą jest unikanie treści reklamowych na wizytówce, bo do tego celu służą inne nośniki, jak witryna www, broszury, ulotki, itp. W wielu firmach częstą praktyką jest drukowanie dodatkowych wizytówek bez personaliów. Wręcza się je wszędzie tam, gdzie dane osobowe nie są konieczne, a zawarte na nich informacje mają jedynie ułatwić identyfikację samej firmy. Takie wizytówki są bardzo przydatne np. przy wypisywaniu faktur w sklepach i hurtowniach, stacjach benzynowych, restauracjach, etc. Stąd konieczne jest umieszczenie pełnej nazwy prawnej firmy, numeru NIP i adresu. Dodatkowo, po odręcznym wpisaniu imienia i nazwiska, mogą się nimi doraźnie posługiwać nowo zatrudnieni pracownicy, zanim zapracują w pocie czoła na własną wizytówkę imienną.
Osobną kwestią jest, w jakim języku napisać tekst na wizytówce. Jeżeli częste kontakty zagraniczne tego wymagają, należy wydrukować specjalną obcojęzyczną wersję wizytówki, unikając nadruku na odwrocie. Ważne jest, aby nie zmieniać rodzimego brzmienia i zapisu własnych personaliów i – co ważniejsze – stopki adresowej. (Pomyślmy tu o własnej godności i listonoszach: przecież „Kosciuszki Str.” w Polsce nie występuje!). Wystarczy napisać w brzmieniu obcojęzycznym nazwę stanowiska, nazwy urządzeń technicznych (phone, fax, email), oraz nie zapomnieć o prefiksach telefonicznych. Stopkę adresową można uzupełnić napisem „Polska” lub „PL”. Nie wydaje się to konieczne, kiedy załączone w stopce dane internetowe zawierają w sobie skrót „pl”. W całym tym zamieszaniu byłoby najwygodniej zmniejszyć liczbę reguł i pułapek, kierując się zdrowym rozsądkiem, dobrym gustem i poprawnością. Na przykład następująco ograniczyć znaczenie formatu, kierując się względami praktycznymi: wizytówki biznesowe powinny być zbliżone rozmiarem do karty kredytowej (gwarantuję, że mieszczą się bez trudu w przyzwoitych wizytownikach), a towarzyskie znacznie niższe. Pozostawmy dyplomatom ich protokoły, pomińmy też i inne przypadki kulturowych czy branżowych nisz.

Być trendy

Ostatnie lata przynoszą sporo nowinek w tej dziedzinie. Pojęcie wizytówki rozszerzyło się na różne formy elektronicznych komunikatów, które spełniają jej funkcję w warstwie praktycznej. Są to SMS-y, e-maile i wizytówki internetowe. Te ostatnie rozpowszechniają się dzięki niskiej cenie oraz – co najistotniejsze – możliwości zamieszczenia wielu dodatkowych informacji. Najczęściej zawierają one również tzw. link, czyli przekierowanie dowitryny internetowej właściciela takiej wizytówki. Nie ulega wątpliwości, że tradycyjne wizytówki przegrywają. Tutaj nie zagina się rogu, nie pisze się odręcznie i nie zatrudnia listonosza. Co do formy i obyczaju nie mamy złudzeń: stają się mniej wyrafinowane.
Etykieta staje się jednym z reliktów epoki, w której czas płynął wolniej a kwestia dobrego wychowania decydowała o pozycji i sukcesie. Salony zmieniły się w gabinety i sale konferencyjne na najwyższych piętrach a odźwiernego zastępuje agencja ochrony i recepcja. Zamieszanie w warstwie obyczajów i szacunku do tradycji się nasila. 
Dobrze, gdy pozostaje kultura osobista.
Zdumiewa ilość specyficznych kodów i wręcz tajemnej wiedzy, która zawarta jest w tym prostokątnym kartoniku. Praktyczność i dzisiejsze realia zacierają te urocze, często już śmieszne zwyczaje, np. święty obowiązek odpowiedzenia na otrzymany list. Dobrze jest o nich wiedzieć, przecież to swoiste pamiątki. Ale uważnie trzeba się przyglądać aktualnym tendencjom i trendom, by nie narażać siebie lub swojej firmy na szkody, najczęściej prestiżowej natury.

Share this

Comments are closed.